Przede wszystkim ludzie

Jednym z hamulców polskiej edukacji jest samotność nauczyciela. Pracujemy w skostniałych strukturach, w zamkniętych środowiskach, często w gronie niezmiennym od lat. Chcąc nie chcąc wtapiamy się w określony sposób myślenia, wpadamy w rutynę. Jeśli nie mamy wokół siebie ludzi nastawionych na współpracę, kreatywnych i otwartych, tracimy energię do działania. Zamykamy się w czterech ścianach klasy i tam tworzymy swoją jednostkową rzeczywistość edukacyjną. Tymczasem nasz zawód wymaga ciągłej inspiracji i zderzeń intelektualnych. Bez nich drepczemy w miejscu, a rzeczywistość zostawia nas daleko w tyle.
Podczas kiedy portale społecznościowe kipiały od buntu wobec rzeczywistości i deklaracji strajku włoskiego (nic ponad minimum swoich obowiązków), ja poświęciłam czas i pieniądze na warsztaty. Długo się wahałam, bo spotkanie nie było tanie, a i termin kolidował mi z planami wyjazdu nad morze. Mimo tego zdecydowałam się. Nie żałuję. To była jedna z najlepszych inwestycji w moim życiu.
Grupa wsparcia
Na warsztaty z eduScruma® przyjechali ludzie z całej Polski. W jednym miejscu i czasie spotkali się nauczyciele szkół prywatnych i systemowych, dyrektorzy, wykładowcy akademiccy, trenerzy. Wszystkich połączyła pasja uczenia i głębokie przekonanie, że szkołę należy zmienić. 


O samym eduScrumie® napiszę innym razem, gdyż nie metoda jest tu sednem. Można pracować eduScrumem®, metodą Disney'a, korzystać z design thinking i tysiąca innych "nowinek". O ciekawych pomysłach na lekcję można dowiedzieć się z grup tematycznych. Nic jednak nie zastąpi spotkania z osobami myślącymi podobnie i swobodnej wymiany doświadczeń, zwykłych ludzkich rozmów o tym, jak pracujemy i co możemy zrobić wspólnie. Chociaż cień doświadczeń wyniesionych ze strajku i deformy wisiał nad nami nieustannie, świadomość tego, że są ludzie, którzy szukają nowych ścieżek na tym pobojowisku, dodawała sił i rozpalała nadzieję. Można inaczej, da się uczłowieczyć molocha pt. podstawa programowa, są nauczyciele, którym się to udaje. Dla mnie, osoby pracującej w szkole państwowej, bezcenna była możliwość czerpania z zasobów grupy szkoleniowej. Poczucie, że wspólnie pracujemy na rzecz celu, że wkładamy w to swoje doświadczenie, ale też możemy korzystać z doświadczeń innych, było wspaniałe. Uświadomiło mi to także, jak bardzo chory jest system. W szkole publicznej nie ma przestrzeni na taką wymianę doświadczeń. Z jednej strony towarzyszy nam ciągły brak czasu, bo człowiek zarzucany jest tysiącem durnych obowiązków. Z drugiej - nie ma poczucia wspólnoty. Każdy coś tam robi na swoim poletku, a  działania zespołowe traktuje jak zło konieczne. Bardzo trudno jest się też wyrwać na konferencje, gdzie można spotkać innych innowatorów. Wielu dyrektorów uznaje tylko szkolenia organizowane przez ODNy, WCIESy i inne tego typu relikty. Kontakt online to jednak nie to samo, co spotkanie face to face i rozmowa przy kawie.
fot. Agnieszka Więcek

Przede wszystkim ludzie
Wyjątkowość warsztatu z eduScruma® to także trenerki -  Marta Orbitowska i Paulina Orbitowska-Fernandez. Uczestniczę w wielu warsztatach, nie tylko dotyczących edukacji, ale pierwszy raz w życiu spotkałam się z tak niezwykłym połączeniem treści. Po pierwsze dziewczyny w sposób absolutnie profesjonalny przeprowadziły szkolenie z eduScruma. Mogliśmy poznać korzenie metody, przejść przez proces, przyjrzeć się przykładom zastosowania tej techniki. Po drugie w czasie warsztatu była przestrzeń na rozmowy, wymianę doświadczeń i zwyczajnie ludzkie poznanie się nawzajem. Może to dziwne, ale po 2 dniach o niektórych uczestnikach szkolenia wiem więcej niż o koleżankach, z którymi pracuję lat naście. Kolejną rzeczą, której doświadczyłam  była niesamowita otwartość Marty i Pauliny. Trenerki dzieliły się z nami całym swoim doświadczeniem, podpowiadały lektury do przeczytania, podrzucały inspiracje. Pierwszy raz w życiu spotkałam prowadzące, które nie zachowują się jak harpie i nie koncentrują się na tym, aby przypadkiem nie wyjść na milimetr poza agendę spotkania. Wręcz przeciwnie - Marta i Paulina odpowiadały na każde pytanie, pokazywały swoje materiały i pomoce, podpowiadały rozwiązania. Nikt z nas nie usłyszał, że tego a tego to może się dowiedzieć na innym szkoleniu. 
fot. Agnieszka Więcek

Refleksja
W magiczne 40h pracy tygodniowo (z czego ewidencjonowane jest 18) i "inne zajęcia i czynności wynikające z zadań statutowych szkoły" pakuje się wszystko, co się da i żaden prawnik nie jest w stanie określić, co w tym zapisie tak naprawdę się mieści. Efekt? Totalny brak czasu na budowanie relacji z uczniami oraz niechęć nauczycieli do pracy zespołowej, która wymaga sporo zaangażowania. Tymczasem zmiany oświatowe kierują się w stronę zwiększonej kontroli. Padają pomysły, że nauczyciel ma być urzędnikiem od 8 - 16, że trzeba bardziej rygorystycznego systemu oceny pracy. I to ma niby podnieść jakość edukacji. Zastanówmy się. Załóżmy, że pensum wynosi 20h/ tydzień. Pracuję przy tablicy od 8 - 11.30. Nie mam przerw, bo dyżuruję. Następnie przygotowuję się do zajęć na następny dzień - średnio ok. 1h na klasę czyli mamy 15.30. W tym czasie mam być kreatywna i stworzyć niezwykłe zajęcia. Siedzę w tej samej przestrzeni, rozmawiam wciąż z tymi samymi ludźmi, nie mogę się zainspirować wydarzeniem z ulicy czy mijanym przypadkiem muralem... Przez następne pół godziny odpisuję na maile rodziców, uzupełniam dokumentację. Dziękuję za uwagę - wychodzę. Jestem polonistą. Sprawdzenie wypracowania i napisanie porządnej informacji zwrotnej to ok. 15 min. na jedną pracę. Sprawdzenie prac dla jednej klasy to ok. 7 godzin pracy. Kiedy? 
Po szkoleniu z eduScruma i spotkaniu sióstr Orbitowskich utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że nie tędy droga. W edukacji potrzeba przede wszystkim jasnych zasad (ram) i wolności. Dużo wolności. Dużo czasu na rozmowy, spotkania, słuchanie muzyki, oglądanie obrazów, filmów. Potrzeba przestrzeni na wyciszenie i spacery.  Bez tego nie ma kreatywności, a bez kreatywności nauczyciela - nie ma jakości edukacji. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz