Nowe wyzwanie

Dziś będzie trochę osobiście. Przede wszystkim dowiedziałam się dzisiaj, że znalazłam się w oficjalnym gronie ambasadorów Wiosny Edukacji.

Potyczki gramatyczne, czyli jak nie zanudzić ćwiczeniami.

Na pomysł tych zajęć wpadłam jak zawsze  przypadkiem. Ci którzy mnie znają, wiedzą, że mam bardzo dużo zajęć i czasem po prostu nie nadążam z przygotowaniem się do lekcji. Tak też było tym razem. Przed wyjściem do pracy po prostu wyciągnęłam z segregatora kserówkę z 50 przykładami zdań i zamierzałam dać ją uczniom do rozwiązywania, aby utrwalili składnię. Jedna myśl nie dawała mi jednak spokoju, jak to zrobić, by ćwiczenie gramatyki nie było tak potwornie nudne? Oświeciło mnie praktycznie w drzwiach klasy i...postanowiłam zaimprowizować. 

Karta Refleksji Edukacyjnej

Odkąd pamiętam w swojej pracy zawsze zwracałam uwagę na dwie rzeczy: myślenie i refleksję. Pracując z klasami gimnazjalnymi, właśnie tego starałam się uczyć w pierwszym rzędzie. Chciałam, aby moi uczniowie świadomie podchodzili do swojego rozwoju oraz to tego, co ich otacza. Od pierwszych lekcji powtarzałam, że dwa najważniejsze pytania w życiu brzmią: PO CO? i DLACZEGO? Uczyłam refleksji nad błędem, wykorzystując do tego różne sytuacje. Nigdy jednak nie pokusiłam się o stworzenie narzędzi, którymi mogłabym wspomagać ten proces. Aż do tego roku.

Sukces czy porażka?

Rzeczywistość szkolna nie jest przyjazna dla nauczyciela. Mnóstwo materiału, pośpiech i nastawienie na wyniki.  Dlatego też każda godzina zajęć jest dla nas na wagę złota. Denerwujemy się, kiedy umykają nam lekcje na wycieczki, apele, warsztaty profilaktyczne czy święta. I niby mamy świadomość, że różnorodne aktywności są dla naszych uczniów dobre, że rozwijają ich kompetencje, a jednak szkoda nam "straconych" lekcji. Dlatego też staramy się, aby każda godzina była dobrze przygotowana i efektywna. Dobieramy sprawdzone metody i ćwiczenia. Czujemy się bezpiecznie, kiedy mamy kontrolę nad przebiegiem zajęć i możemy zareagować, gdy coś idzie zbyt wolno.

Wyzwania - sposób na rozwijanie umiejętności

Dużo ostatnio mówi się o zasadności prac domowych i o tym, że trudno sprostać podstawie programowej. Mało czasu, dużo materiału, brak przestrzeni na ćwiczenie potrzebnych umiejętności - z tymi problemami boryka się każdy nauczyciel. I każdy staje przed wyborem - poświęcić czas na fajną lekcję, podczas której rozwijane będą kompetencje czy "przerobić" następny fragment teoretycznego materiału. Kolejne zajęcia ćwiczyć umiejętność pisania czy więcej czasu poświęcić na omówienie lektury. Cokolwiek wybierzemy, zawsze będzie to wybór miedzy ważnym i ważnym. Bez gwarancji na słuszność decyzji.

System

W przestrzeni publicznej dyskusji o edukacji pojawił się pan Marcin Stiburski i jego koncepcja Szkoły Minimalnej. Pan Marcin zauważa potrzebę zmian i formułuje pewne pomysły na nową edukację. W jednym się zgadzamy - szkoła potrzebuje zmian. Czy minimalnych? Nie wiem. Mnie ta koncepcja do końca nie przekonuje, ale z ciekawością się jej przyglądam. Może nie przejęłabym w 100% pomysłów pana Marcina, ale widzę ich potencjał i uważam za świetną wyjściową do dyskusji o edukacji w Polsce. No i ta dyskusja się toczy. Na otwartej grupie facebookowej "Szkoła Minimalna". Są na niej uczniowie, rodzice i nauczyciele. Trzy grupy, które spotykają się w szkole, mają różne perspektywy i odmienne doświadczenia. I to jest siła tej grupy. Niestety, jest też druga strona medalu. My, Polacy, wszyscy jesteśmy lekarzami. Wszyscy znamy się na polityce. A teraz też każdy z nas jest ekspertem od edukacji. Tak, jesteśmy specami, bo mamy dziecko w szkole. I to NASZE dziecko jest punktem odniesienia dla wszystkich innych nienaszych dzieci. Jest jedynym kryterium oceny nauczyciela i podstawy programowej. Ba! jest instancją, która decyduje, jaka wiedza jest potrzebna populacji i społeczeństwu, a jaka nie. Tak sobie to wszystko czytam i...włos mi się na głowie jeży. 

ZZZ - zakuć, zaliczyć, zapomnieć czy zrozumieć, zapamiętać, zastosować?

Najbardziej nienawidzę w szkole systemu ZZZ - zakuć, zaliczyć, zapomnieć. Od zawsze w swojej pracy starałam się uczyć logiki, pokazywać nowe ścieżki interpretacyjne, łączyć zagadnienia, szukać kontekstów. Stosowałam metody aktywizujące na długo przed tym, zanim stały się modne, moi uczniowie zgłębiali lektury w nawiązaniu do innych przedmiotów (np. liczyli, ile zajęła Winicjuszowi podróż z Ancjum do Rzymu albo tworzyli zielnik Ofelii), stosowałam różne triki na rozpoczynanie zajęć tak, by od razu temat ciekawił uczniów. Tak już mam. W tym roku przyszedł czas na drugi przedmiot - historię. Już na starcie okazało się, że nie jest to ulubiona dziedzina uczniów i zgłębianie tajników dziejów budzi w nich opór. Nie potrafią się także uczyć materiału historycznego, wybierać informacji kluczowych, łączyć zdarzeń logicznie. Stanęłam przed wyzwaniem, jak połączyć ogromny materiał z nauką uczenia się, samodzielnością i kompetencjami. 

Spotkanie z Willym Wijnandsem - agile w edukacji

Na to spotkanie czekałam prawie rok. Był to czas nauki, czytania fascynujących książek, rozmów z ciekawymi ludźmi i poznawania podejścia agile. Oczywiście, przyglądałam się "zwinności" w biznesie, bo tam została ona najdokładniej opisana i doczekała się wielu sprawdzonych metod pracy. Od pierwszej chwili wiedziałam, że jest to doskonały kierunek zmian dla edukacji, który wystarczy po prostu przenieść i zastosować. Agile doskonale wpisuje się bowiem w rozmaite alternatywne nurty edukacji, jest fundamentem, na którym warto budować myślenie o nowoczesnym kształceniu.

Spotkanie ze szkieletem

Kiedy pracowałam w gimnazjum, rzadko pochylałam się nad nauką pisania opowiadania. Może miałam szczęście, ale moi uczniowie raczej nie mieli problemu z tą formą wypowiedzi. Pisali poprawnie zbudowane historie, dawali sobie radę na egzaminach. Jeśli w ogóle zaglądaliśmy do opowiadań, to raczej w kontekście kreatywnego pisania i wychodzenia poza szablon.  Reforma edukacji sprawiła, że opowiadania stały się częścią arkusza egzaminacyjnego, a uczniowie nie bardzo przykładają się do opanowania tej umiejętności. Egzamin jest daleko, zdąży się. 

Przestrzeń bez przestrzeni



Ze szkołą, o której piszę, jestem związana od dawna. Początkowo byłam jej uczennicą, a później trafiłam tam, jako świeżo upieczony nauczyciel i...wsiąkłam na dobre. Zanim opowiem Wam o niemożliwym, muszę Was "wirtualnie" oprowadzić po Szkole Podstawowej nr 140 w Warszawie.

Chcę Wam opowiedzieć o...(nie)możliwym cz.2

NIE-DA-SIĘ. To jedyna rozsądna odpowiedź na pytanie, jak zorganizować ogólnopolską konferencję w stolicy bez złamanego grosza w kieszeni. Ale jak mawiał mój guru Einstein: Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajdzie się taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to robi. No własnie. A my byłyśmy trzy - Dorota Kujawa - Weinke, Irmina Żarska i ja.